— Dlaczego jej pan nie daje spokoju?

— Ja?!

— Tak. Całował ją pan. Po ustach i... Mówiła mi.

Turski poczerwieniał jak żak.

— Nie, ja panu tego ostatecznie nie mam za złe. Ona jest bardzo ciekawa kobieta i życzyłabym jej z głębi duszy trochę szczęścia. Jeśli ją pan kocha...

— Ależ ja nic do niej nie czuję! — krzyknął przerażony.

— To źle — uśmiechnęła się. — Ona jest dużo warta, mimo wszystko. Gdyby pan zechciał przekonać się...

Bawiła się włosami swymi, muskała nimi twarz, to znów poglądała na nie pod światło, jak błyszczą kruczym odblaskiem.

— Czy pan wie — odezwała się, zmieniając naraz ton — że ona czasami nie chce się przyznać do męża, którego rzeczywiście posiada, zwierzając się znajomym niby w wielkiej tajemnicy, że jest panną?

Spojrzał jej badawczo prosto w oczy.