— Skąd to masz?
— Byłam tam w godzinę po wypadku. Znalazłam na podłodze. O, tu jeszcze krwawa plama.
— Po coś tam chodziła?
Powstała wyprostowana dumnie.
— Aby podziękować umarłemu. On był jedyny, który bronił mojej czci, choć nie miał ode mnie ani dłoni uścisku, gdy wy wszyscy mnie zniesławiacie!
Zaległo na pewien czas głuche milczenie. Księżna chodziła po pokoju, ocierając niekiedy łzy, które jej napływały powoli do szeroko rozwartych oczu i nie spadając na policzki, zatrzymywały się między rzęsami do małych, smutnych stawków podobne.
— Kiedy pani wychodzi za mąż? — zagadnął po chwili Turski bez myśli, aby w ogóle coś powiedzieć.
Ruszyła obojętnie ramionami.
— Przecież pan widzi, że jestem w żałobie.
Turski wzniósł naraz głowę, jakąś myślą uderzony.