— Tak jest. Na przypadek, gdybym ja wyszła za mąż, książę opiekę nad Iwonem oddawał panu. Właśnie panu.

— Ależ dlaczego?

— Pan się pyta o to? On się domyślał, że pan... ma do tego prawo.

Turski złożył papier i począł nerwowym krokiem chodzić po niewielkim pokoju.

— Jeśli tak było — mówił — Jezus Maria! Cóż ten człowiek musiał wycierpieć! I jak to podle, jak podle!...

— Roman...

Usiadł w niskim fotelu i zakrył oczy rękami. Zbliżyła się do niego z wolna i położyła mu dłoń na włosach. Ujął te jej białe palce i przycisnął do ust, jakby ją za coś przepraszał.

— Ja ci daję to prawo opiekowania się Iwonem — mówiła szeptem.

Spróbował ironizować.

— Mimo że ten ustęp w testamencie skreślono?