— Och! Dokądże to...
Dalszych słów nie dosłyszał. Obrócił się żywo.
— Co pani mówi?
— Nic. Smutno jest. Tak okropnie, tak beznadziejnie smutno.
— Pani Ireno!
Zaśmiała się naraz z jakąś przykrą, sztuczną kokieterią.
— Nawet wcale nie to chciałam powiedzieć. Ale to wszystko jedno... Zimno jest. Trzeba już wracać.
Odeszli daleko od miejsca, gdzie się byli spotkali. Turski rozejrzał się z uwagą, nie zdawał sobie dokładnie sprawy z tego, gdzie się znajdują. Towarzyszka jego zauważyła to.
— Widzę, że pan pobłądził? Nic nie szkodzi. Spodziewam się, że się to panu nie pierwszy raz w życiu zdarza. Dzisiaj ja będę pańską przewodniczką.
Ujęła go pod ramię.