— A, nie! Gdyż zapomniała, że mi je dała do przechowania wówczas, wie pan? Kiedy się zaczęło to z Wierzbicem...
— To jest tylko pani przypuszczenie.
— Pewność. Przed kilku tygodniami, gdy po śmierci księcia papiery w mej obecności porządkowała, zastanowiła się naraz i spytała mnie, czy nie wiem, co się z tymi listami stało.
— Pani jej nie przypomniała? — rzekł z lękiem.
— Nie. Po cóż?
— Dziękuję pani. Teraz pani mnie odda te listy.
— O, nie! Tego nie zrobię!
— Ależ dlaczego? Przecież one naprawdę nie mają już właściciela. Księżnej chyba na nich nie zależy, kiedy nie pamięta nawet, komu je dała do przechowania.
— Nie o Helę tu idzie.
— Więc o cóż?