— Ach, panie! One są takie piękne!

— Jak to?

— Naturalnie, czytałam je. Wszystkie, wszystkie!

— Pani?

— A jakże pan myślał? Oddano mi je zresztą niezamknięte, w starym pudełku od kapelusza obwiązanym zaledwie tasiemką. Pełniuteńkie pudło...

Turski zagryzł wargi i kazał sobie podać jeszcze jedną szklankę whisky. Pani Irena spojrzała nań z udanym współczuciem.

— O! Cóż to? Czyżbym panu znowu przykrość wyrządziła? Ach, Boże, tyle razy sobie wyrzucam, że jestem nazbyt szczera..

Patrzył na nią uważnie, badawczo.

— Dlaczego mi się pan tak przypatruje?

Turski, miast odpowiedzieć, powtórzył rzucone już dzisiaj księżnej pytanie: