— Mianowicie? — podchwyciła księżna.
Turski poczerwieniał.
— Nie, nie. Pani daruje. Przyszła mi zła myśl do głowy. Nie powiem tego.
— Więc ja za pana dokończę. Chciał pan powiedzieć, że weźmie go pan, jeśli przyznam, że to jest mój kochanek i ja go w teatrze chcę mieć przy sobie? Czy tak?
— Tak.
— A więc niech mnie pan szybko przeprosi, nawet nie za myśl złą, bo taka myśl naprawdę w głowie pańskiej nie powstała, lecz za słowa, którymi mi pan chciał dokuczyć.
— Przepraszam — rzeki Turski z prawdziwą skruchą.
— Wstydzi się pan?
— Wstydzę się.
— Dobrze. Za karę zaangażuje pan Płażyńskiego natychmiast. Muszę tego wymagać, aby nie wyglądało tak, że pan swoją obelgą zamierzony cel osiągnął. A pan teraz odmówić nie może.