Płażyński powstał żywo.

— Ależ w takim razie... ja w tej chwili... Jeśli tylko przeszkadzam...

— Nie, nie przeszkadza pan. Niech pan jeszcze zostanie.

Rohityn zgrzytnął zębami.

— Owszem, jeśli mam być otwartym, wolałbym, aby nas pan w tej chwili pozostawił samych.

Księżna zwróciła się doń z łagodnym acz głębokim wyrzutem.

— A! Któż to widział wypłaszać mi gości, zwłaszcza tak miłych...

— Ja chętnie! — powtarzał Płażyński, nie bardzo zdecydowany, co ma robić.

— Nie, panie Karolu, nie „chętnie”, bo mam nadzieję, że chętnie pan u mnie pozostaje, a nie wychodzi. Dlatego proszę usiąść i posiedzieć! Pójdzie pan stąd dopiero za pół godziny.

Mówiąc to, wskazała ręką brązową tarczę zegara z dwiema białymi wskazówkami z kości słoniowej.