— Nie ma nikogo.

— Służba...

— Głupstwo! Wiedzą przecie wszyscy, że jestem twoim narzeczonym!

— Tak, ale ja nie chcę. Więc, co mi pan miał do powiedzenia?

Rohityn był nieco zbity z tropu. Usiadł na fotelu blisko księżnej i zaczął pokorniej oraz znacznie ciszej:

— Proszę cię, to jest proszę panią od dawna o chwilę poufnej rozmowy, czekam na nią tygodnie i zawsze ktoś...

— Płażyński nadszedł przypadkiem. Nie mogłam mu przecież drzwi pokazać!

— Tak! Dzisiaj Płażyński, wczoraj Wierzbic, przedwczoraj jakaś dama z piekła rodem, kiedyś znowu ten wariat Rogocki! Nigdy nie mogę...

— Tak się jakoś składa. Zresztą nie wiem, co tu jest do mówienia.

— Owszem. Chcę wiedzieć nareszcie, co znaczy to nowe twoje szaleństwo.