Powstała i podeszła ku oknu, udając, że przypatruje się pilnie czemuś na ulicy. Rohityn został na środku pokoju po prostu oniemiały. Przez chwilę patrzył na księżną w osłupieniu, a potem naraz rzucił się przed nią na kolana.
— Helu, Helu! Na miłość boską...
Bełkotał jakieś słowa bez związku, prosił ją i chwytał za kraj sukni.
Odwróciła się ku niemu powoli i spojrzała z góry.
— Czego pan chce?
— Ja tego nie przeżyję, nie zniosę! Ja cię kocham! Ja nie mogę, abyś ty... na scenie... wszystkim ludziom... by każdy, kto za bilet zapłacił... Ja oszaleję! strzelę w łeb tobie i sobie!
Uśmiechnęła się.
— Panie Ludwiku...
— Nie, nie, nie! Nie chcę! — powtarzał z uporem rozkapryszonego dzieciaka. — Nie pozwolę, by za kulisami byle aktor... żeby cię na scenie publicznie całowano...
Zakrył oczy rękami i zaczął płakać.