— Nie. To ja sama wybrałam. A raczej...
— Co?
— Rogocki.
Wierzbic spojrzał na księżną i zaśmiał się krótko.
— Z czego się pan śmieje?
— Ot, tak sobie. Rogocki...
— Żeby pan wiedział, że zrobił nawet więcej. On mi ułożył całą przedziwną inscenizację sztuki, wedle której zrobił pan te oto nadzwyczajne, naprawdę nadzwyczajne rysunki!
— Ha! — uśmiech złośliwy znów mu się zaplątał na wargach. — Biedak! Wybierając tę zapomnianą a rzeczywiście genialną sztukę, czuł się zapewne Samuelem, który odchodzi w końcu w ciemność i w noc...
— O! On mnie nie przeklął jak Samuel księżniczkę Elen w trumnie przeklina — rzuciła księżna mimochodem, przeglądając znowu rysunki.
— Raczy pani zauważyć, że, niestety, w trumnie pani jeszcze nie leży.