Rzucił się w tył i wyciągnął ręce...
Była już daleko, przy drzwiach.
— Przejdźmy do salonu. Czekają tam na nas. O kostiumach pomówimy innym razem.
Powstał — blady jak śmierć — i szedł za nią posłusznie.
XV
Księżna Helena, leżąc na sofie, przeciągnęła się nerwowo. Czuła jakiś dreszcz niespokojny, przechodzący szeroką falą wszystkie jej żyły i unicestwiający ją prawie na jeden moment.
Zerwała się i rzuciła z gniewem na dywan zeszyt z wypisaną rolą.
Szeroko rozwartymi, zdumionymi oczyma spojrzała przed siebie.
Co to jest? Na miłosierdzie boskie, cóż to jest?
Płażyńskiego wyrzuciła po prostu za drzwi. Tak nie postępował z nią jeszcze nikt i nigdy.