Podała mu swobodnie rękę do pocałowania.

— I nie gniewa się pani na mnie? Za moją... zuchwałość?

Udała, że nie wie, co on ma na myśli.

— Nic pan nie zrobił takiego, o co musiałabym się gniewać.

Usiadł na wskazanym krześle.

— Wyjeżdżam już jutro. I miałem zamiar nie widzieć już pani...

— Bardzo by to było z pańskiej strony niegrzecznie, gdyby się pan był nie pożegnał.

— Może by to jednak było lepiej dla mnie.

— Dlaczego?

Mówił dalej, nie zważając na jej pytanie: