— Ale naprawdę nie mogłem się przemóc. Chociaż jeszcze raz... jeden, jedyny, ostatni raz... Gdyby mi pani nawet drzwi miała pokazać...
Pochylił się na krześle i ukrył twarz w dłoniach.
Patrzała nań z pewnym wzrastającym zajęciem.
— Dziecko! — szepnęła i jakby mimo woli dotknęła dłonią jego jasnych, falistych nieco włosów.
— Niech pani ręki nie cofa! — jęknął błagalnie ledwo dosłyszalnym głosem.
— Dziecko — powtórzyła tym razem głośniej. — Trzeba żeby dziecko jechało w świat i nie myślało o niczym, o niczym, co nie ma sensu...
Osunął się na dywan i oparł skroń o jej kolana.
— Tak, pojadę... jutro... pojadę, ale tymczasem — niech mi pani pozwoli — jeszcze jedną chwilę, jeszcze niech mi się śni...
— A piękne rzeczy panu się śnią? — pytała cicho z pobłażliwym uśmiechem.
Wzniósł głowę.