Turski widzi, jak księżna wznosi do ust zatruty bukiet nieśmiertelników171. Odrzuciła w tył głowę, spojrzała naokół z błyskiem dziwnego przerażenia w szeroko rozwartych oczach...
„Och! Cóż za kwiaty straszliwe! Ich zapach mnie mdli”...
Nie czas myśleć o tym! Otwierają się podwoje dalszych sal — po trzydniowej przerwie zwykła conocna zabawa: goście, maski, damy i panowie...
Księżniczka Elen uśmiecha się pobladłymi, martwiejącemi ustami.
„Piękni panowie i piękne panie”...
Zachwiała się. Turskiemu zamarł oddech w piersi. Miał wrażenie, że księżna Helena pobladła rzeczywiście i jeno nadludzkim wysiłkiem woli utrzymuje się na drętwiejących nogach.
„Witam was i dziękuję”...
Siła woli już nie wystarcza — uginają się pod nią kolana; na ziemię się osuwa... z tłumu masek ktoś wybiegł, rękoma padającą podtrzymuje... Zrozumiała.
„Och! Czarna dama”...
Spojrzała na bukiet zdradzieckich kwiatów, na uśmiechniętego, pięknego jak sen pazia...