„Padam jak królowa w pośrodku swego dworu! Dla dzisiejszej pięknej nocy przebaczam wszystkim, co mnie zdradzili. Szczęśliwi, którzy się kochają!”
Dźwignęła się jeszcze, uśmiech ostatni po ustach jej przemknął:
„Bawcie się, państwo!”
Kawaler de Rosenthal, miłośnik zapamiętały i wierny choć odepchnięty, tulił dłonią jej już ścichające serce.
Szarpnęła się raz jeszcze i uderzyła bezwładnie piękną głową o kamienną posadzkę.
Turskiemu zdało się, że na widowni usłyszał krótki, prawie radosny krzyk, który mu przypomniał panią Irenę...
I coś jakby gwałtowne, stłumione łkanie Rogockiego.
Nie miał czasu myśleć o tym. Rozległa się burza oklasków — zwykła owacja: wieńce, kwiaty, szarfy, okrzyki, wywoływania...
Wyszedł z teatru. Nie miał ochoty patrzeć już na akt trzeci i być świadkiem potwornej sceny, jak Samuel leżącej w trumnie księżniczce rzuca kiesę złota na zapłatę trzech dni miłości i upojenia... Ścieżką wzdłuż łąki wiodącą zeszedł ze stoku wzgórza, a osiągnąwszy dolinę, począł bez myśli na następne wzgórze wstępować. Był bez kapelusza; nocny, zrywający się od gór wiatr chłodził mu czoło. Nad szczytami zbierały się chmury skłębione i nieruchome...
— Będzie halny — pomyślał.