— Nie, ale gdyby pan był tak nadzwyczajnie dobry... Nie chciałabym czekać w restauracji... Może by pan mógł zajrzeć, czy tam wszystko jest już gotowe?
— Owszem, za kwadrans będę z powrotem.
— Niech pan weźmie mój automobil. Czeka przed teatrem.
Gdy drzwi za Rogockim się zamknęły, księżna usiadła na fotelu, nie patrząc na Turskiego. Zapanowało głuche milczenie. Po chwili Turski rzucił głową.
— Pani umyślnie wysłała Rogockiego?
— Tak, wysłałam go naumyślnie. Chciałam panu powiedzieć... chciałam...
Rozpłakała się nagle bez żadnego widocznego powodu.
— Pani jest strasznie zdenerwowana! — rzekł, kładąc dłoń na jej głowie ruchem jakby mimowolnym.
Spojrzała mu w oczy załzawionymi źrenicami.
— Tak, tak... jestem bardzo wyczerpana, ale szczęśliwa... Weszłam na drogę właściwą; to jest życie moje — odtąd — już — na zawsze...