— Jak to: co? Jestem dyrektorem...
— A! Dyrektorem?
— Tak, tak, mistrzu kochany. Ciężki kawałek chleba. Z tą aktorską hołotą nie można sobie już poradzić. Czasy bardzo się na gorsze zmieniły. Ale co do tantiemy, owszem, nie odmawiam, chociaż czasy są ciężkie i to już nie idzie tak, jak dawniej. O, nie! Ale obliczymy wszystko...
Doktor Koper potrącił dyrektora w łokieć i rzekł szeptem tak, aby go Turski wyraźnie dosłyszał:
— Niechże mi dyrektor przedstawi pana Turskiego.
Stary aktor więcej miał jednak taktu i przedstawił Kopra Turskiemu.
— Bardzo mi przyjemnie...
— Pragnąłem pana dawno poznać. O dzisiejszym przedstawieniu dam małą notatkę w dzienniku wobec powrotu pańskiego do kraju. To dobrze zrobi. Pan prawdopodobnie przywiózł nam jakąś nową sztukę?...
— Nie, nie!
— Szkoda. Ale to się napisze teraz tutaj. Polecę panu jedną małą aktoreczkę... — Koper uśmiechnął się znacząco. — Dyrektor sam przyzna, że ma znaczne zadatki...