Uśmiechnął się mimo woli:

— Doskonale dobrana dekoracja!

Z drugiego gdzieś pokoju dolatywał go głos księżnej, żegnającej się już od pół godziny z jakimiś dwiema odchodzącymi damami.

— To potrwa jeszcze z pół godziny — pomyślał.

Rzucił się na sofę i wziął ze stojącej obok otwartej szkatułki egipskiego, mocno przesyconego makowcem papierosa. Paląc, rozglądał się dookoła. W czasie azjatyckiej wędrówki swojej był w tylu wschodnich salonach, że nie mógł się oprzeć złośliwemu krytycyzmowi w ocenieniu tego, co widział. Przedmioty były przeważnie wschodniego pochodzenia, ale w urządzeniu całym wschodni styl był zachowany tylko dla tego, kto na Wschodzie nie był. Już nie tylko basza56, lecz pierwszy lepszy bej57 byłby się oburzył, gdyby mu kazano w takim pokoju mieszkać. Turskiego raziło zbyteczne nagromadzenie nie dość zharmonizowanych z sobą przedmiotów, które niby miały salonikowi charakter nadawać i wyłączne prawie posługiwanie się tkaną materią na niekorzyść drzewa, metalu i marmuru, tak na Wschodzie ulubionego.

Nie spostrzegł nawet, kiedy księżna Helena, ślizgając się cicho po dywanie, przed nim stanęła. Zerwał się, rzuciwszy papierosa i pochylił usta do jej ręki. Dłonie miała przedziwnie zimne i Turski nie mógł się obronić nierycersko podejrzliwej myśli, że dla wywarcia wrażenia ochłodziła je naumyślnie na jego przyjęcie pod wodociągiem.

Usiedli w milczeniu naprzeciw siebie. Po raz pierwszy to od dziesięciu lat był z nią znowu sam na sam i nie wiedział po prostu, od czego rozpocząć rozmowę. W zmieszaniu jego nie było nic z dawnych wzruszeń. Owszem, patrzył na nią i czuł to, co wczoraj, to jest, że ta kobieta, od chwili gdy ją ujrzał, stała mu się obcą.

A nawet nie to właściwie! Tamta, którą kochał, żyła w nim do dziś dnia z całym swoim niezniszczalnym urokiem, jak kwiat nadgangesowy ręką indyjskiej dziewczyny w kryształowym słoju przezroczystego miodu zachowany, ale kobieta, którą miał teraz przed sobą, nie była już tamtą, chociaż na pozór nic się nie zmieniła.

— Ja się jednak zmienić musiałem — pomyślał z na poły bolesną, na poły słodką melancholią.

Księżna przerwała mu rozmyślania.