— Dlaczegóż to?
— To pan sam powinien wiedzieć najlepiej.
— Nic nie wiem i zachowuję sobie najzupełniejszą swobodę mówienia tego, co myślę. Zresztą jeśli pan nie chce...
Szli znów przez jakiś czas w milczeniu. Wreszcie Wierzbic zwrócił się znów do towarzysza:
— Panie, pomówmy nareszcie poważnie.
— Nie wiem, co by tu było do mówienia...
— Owszem. Wszak można mówić zupełnie otwarcie?
— Nie, panie. Są sprawy, o których nie można otwarcie mówić — nigdy!
— Ach, głupstwo. Ja mogę, bo chcę. Pan był jej kochankiem.
— Wypada mi zaprzeczyć.