— Nic, a raczej to, że wszyscy... jesteśmy na swoim miejscu. Uważał pan? Ta kobieta nie puszcza nikogo. Łańcuszek tylko trochę przydłuża i robi w nim miejsce na nowe ogniwo. I idziemy tak wszyscy w najzupełniejszym porządku na długim, długim łańcuszku, na którego końcu stary książę się wlecze i potyka... Przez pewien czas pańska obroża była wolna, teraz przyniósł pan znowu swą szyję...
— Panie Henryku, pan jest chory naprawdę, niech się pan opamięta!
Wierzbic otarł spocone czoło chustką i począł iść naprzód. Turski mówił:
— Czy pan nie może się wyrwać, zrobić tak jak ja? Zresztą nie potrzeba tak ryzykować. Wystarczy pewno udać się za granicę, na rok, na dwa lata. Do Rzymu, do Paryża. Pan jest mimo wszystko wielki artysta.
— Nie mogę...
— Pan kocha tę kobietę?
— Tak, kocham ją. I równocześnie nienawidzę, nienawidzę jej tak strasznie!
Przystanął znów i zaczął się uśmiechać melancholijnie i słodko.
— Wie pan, że potrafię się bawić w samotności godzinami wymyślaniem mąk, jakie bym jej rad zadać... Oprócz tych rysunków, które pan widział, mam inne... Tych nie pokazuję, to dla mojej tylko satysfakcji. Camera horroris59... Torquemada60 by mi zacnie podziękował z pewnością.
Turski miał już dość tego wszystkiego.