— Wie pan co, ja panu tylko powtórzę moją radę: idź pan do szpitala i to co najprędzej.

Pożegnał się z malarzem i poszedł wprost do siebie do hotelu.

W pokoju mrok już padał przedwieczorny, ale Turski nie zapalał światła. Siadł w otwartym oknie i patrzył na ruch uliczny, gwarny i wesoły, jak zawsze o czasie, gdy w mieście kończy się robota w warsztatach i fabrykach. Nie myślał właściwie o niczym. Jakaś zmora gniotła mu piersi; zaczął znowu żałować, że powrócił do tego miasta, gdzie — czuł — porywa go coś w obmierzły taniec, w wir duszny i niezdrowy.

Aby się uwolnić od tego wrażenia, jął sobie przypominać pobyt swój w Azji, zwłaszcza lata ostatnie, w Japonii spędzone, wesołość ludzi, umiejących z życia korzystać — kwiaty na drzewach, po ogrodach i w domkach papierowych, w dużych, złotych i czerwonych wazach, około których siedzą wieczorem na wzorzystej macie kobiety drobne i szczebiotliwe, jak stado barwnych ptaszków na kwitnącej gałęzi jabłoni wiec odbywające.

Pomyślał o małej, słodkiej Tonami... Przymknął oczy, aby sobie lepiej uprzytomnić jej rysy porcelanowe i przypomnieć, jaką przedziwną woń świeżości miały jej drobne usteczka.

Lecz zaledwie przymknął powieki, począł pod nimi wstawać inny cień: Fala czarnych włosów, rozrzucona na białych, szczupłych ramionach, ciężkie powieki opadają na oczy gasnące w żądzy obłędnej, subtelne, krwią drogocenną prześwietlające nozdrza rozdymają się niespokojnie i usta, usta purpurowe, chłonące jak pożar i jak śmierć rozkoszne...

Zatonął w jakimś przypomnieniu bezprzestrzennym i bezczasowym, żyjącym w nim tylko falą ognia, idącego przez nerwy i nade wszystko rozkoszną muzyką grającej w omdlałym ciele krwi.

Drgnął i oprzytomniał naraz.

Wszakże myśli o księżnej Helenie.

Co to jest? Co to jest, na miłosierdzie Boga żywego! Przed godziną był u niej, patrzył na nią, mówił i głos jej słyszał i aż wstyd, aż przykro mu było, że tak zginęło w nim wszystko, co dla niej niegdyś odczuwał... A oto wstaje przed nim sen-wspomnienie i wszystkie dawne fibry duszy jego porusza. Nie zapomniał nic z tego, co było, i z tego, co było, niczego kochać nie przestał.