— Czy ciężki przypadek?
— Ach, nie. To jest...
Urwał i wpatrzył się naraz w oczy Turskiemu. Poczuł gorzką ochotę wymówienia imienia, które w końcu między nimi musiało zostać wypowiedziane.
— Byłem u księżnej Hazarapelianowej — zaczął powoli. — Zachorował jej mały synek wśród objawów krupu...
Turski uczuł nagle przeszywające zimno w piersi. Malec, który go nudził, gdy go widział, stał mu się naraz czymś niespodziewanie bliskiem.
— Krup...? — szepnął głosem mimo woli zmienionym.
— Nie... Były tylko objawy, mogące na tę myśl naprowadzić. — Lekarz mówił wciąż powoli i nie spuszczając oka z Turskiego, jakby się napawał we wrogi sposób jego zmieszaniem.
— Więc cóż jest?
— Drobnostka. Przeszło już. Cóż ci po szczegółach i medycznych nazwach łacińskich, które cię prawdopodobnie i tak nie interesują.
— Masz rację — rzekł Turski i zaczął w zamyśleniu bębnić palcami po stole.