— Czego tu chcesz? — syknął z udaną szorstkością.

Dziewczyna patrzyła na niego szeroko rozwartymi oczyma, z których przez śmiejącą się już radość wyglądał jeszcze przebyty niepokój...

— Tadzik, Tadzik....

Rozpłakała się nagle nieposkromienie i nie wiadomo, o co.

— Głupia! O co beczysz? — krzyknął z irytacją i równocześnie, podszedłszy ku niej, bo rzuciła się była na poręcz fotela, ujął jej czerwoną, igłą pokłutą dłoń i pocałował — pierwszy raz w życiu.

Uśmiechnęła się przez łzy z zabawną, dziecinną dumą.

— Pan się na mnie nie gniewa? Co?

— Nie, nie. Ale co ty tu robisz? — usiłował jeszcze być szorstkim. — Powinnaś o tej godzinie siedzieć już w magazynie.

— Nie mogłam. Nie pójdę dzisiaj. Powiem, że mnie głowa bolała.

— Cóż więc będziesz robić? Przecież wiesz, że ja nie mam czasu do stracenia, aby całe rano...