— Tak lepiej — mówił głośno do siebie — tak lepiej. Przecież taka historia zgoła by sensu nie miała! Nieznośna mi jest i właściwie zawsze nieznośna była ta dziewczyna! Bóg ustrzegł! Cóż bym ja był robił przez całe życie z takiem cielęciem niespełna rozumu, z taką pokojówką w duszy, której jedyną zaletą jest, że przyszła na świat prosta i niepołamana.
Nagle zaczęło w nim coś krzyczeć.
— Widzisz! I nie chciała być twoją żoną, bo się wstydziła pokazać z tobą na ulicy, żeś krzywy, żeś garbaty i ohydny! I śmiano by się z niej, z niej! Rozumiesz? Nie z ciebie, żeś się ze szwaczką niezbyt cnotliwą, ożenił, lecz z niej, że wyszła za ciebie, lekarza, wybitnie inteligentnego człowieka, herbowego szlachcica — kalekę! Nic ci nie pomoże bystry umysł, cięty język i jeszcze bardziej cięta szabla w ręku, którą pokrajałeś dzisiaj młodego, pięknego i głupiego człowieka — nic ci to wszystko nie pomoże: nawet prawie że płatna kochanka twoja wstydzi się ciebie! Nie grzechu swojego, lecz ciebie, ciebie!
Poleski miał ochotę zatkać uszy, schować się z głową w poduszki, pod ziemię się zapaść, byle tylko głosu tego nie słyszeć. Rzucił się na skórę niedźwiedzią przed kominkiem i zaczął z wściekłości bezsilnej targać zębami jej kudły, jak jamnik okaleczony, mściwie do boku już nieżywego zwierza przywarty.
Gdy po pewnym czasie podniósł głowę, zdumiał się i przeraził. Tuż przed nim na skórze niedźwiedziej, zębami jego potarganej i pianą z ust ociekłej, leżała róża. Wielka, pełna, rozkwitniona75 róża purpurowa. Nie widział jej przedtem; był pewien, że dziewczyna, która go przed chwilą opuściła, nie miała żadnego kwiatu ze sobą. Miał wrażenie jakiegoś niesłychanego cudu, czegoś, co wychodzi ponad pojęcie ludzkich zmysłów. Ostrożnie ujął kwiat w rękę i usiadłszy na ziemi, przybliżył go do twarzy. Jakiś gorący, duszny zapach go uderzył; w jednej chwili, nie wiadomo dlaczego, z przedziwną jasnością błysnęło mu w myśli imię: księżna Helena!
Zerwał się i począł patrzeć bystro dookoła. Jakoż istotnie na okapie kominka, tuż ponad miejscem, gdzie znalazł różę, leżał mały bilet. Chwycił go i przeczytał jednym rzutem oka:
„Iwonek już zdrowy. Dziękuję — za wszystko”...
Podpis H. X. H. i data dzisiejsza, wyraźnie wypisana.
Helena księżna Hazarapelian...
Zrozumiał naraz wszystko. Musiała różę przysłać dziś rano — służący ją tutaj położył, a on jej nie zauważył, aż spadła z okapu tuż przed jego umęczoną głowę. Więc nie gniewa się za jego zachowanie w ten dzień, kiedy go do chłopca chorego wezwano i za to, co wówczas nastąpiło wieczorem w kawiarni?... Owszem, snadź naumyślnie przysłała mu kwiat dzisiaj o świcie, kiedy on tam stał z szablą w ręku, i te słowa: Dziękuję — za wszystko!