— Biłeś się dzisiaj z Golimskim?
— Tak.
— I cóż?
— Nic. Lekarz powiedział, że za parę tygodni będzie zdrów. Ja tak samo myślę.
— Jesteś zawsze straszny jako szermierz.
— Ha. Napijesz się może kieliszek wina? Mam parę butelek jeszcze z dawnych, dobrych czasów mojego ojca...
— Zbyt wczesna godzina...
Poleski, nie zważając, wydawał już polecenie służącemu.
Za jakiś czas, już przy kieliszku starego, bursztynowego węgrzyna, Turski zwrócił się do przyjaciela z jak najgłębszą serdecznością w głosie:
— Słuchaj, Tadzik, coś jest między nami i ja nie mogę zrozumieć, co. Jeślim nie przyszedł do ciebie od razu po przyjeździe, to był to czysty przypadek... Przecież tego nie masz mi za złe?