Profesor Butrym

Jerzy Żuławski. 1874–1915

Ile wojna zgasiła talentów, które kiedyś zakwitłyby może wspaniałym kwiatem na niwie poezji polskiej — tego nie będziemy wiedzieli nigdy. Zostanie to na zawsze tajemnicą. Nie zdradzą nam jej samotne, milczące mogiły, rozrzucone na szerokiej przestrzeni ziem polskich od Karpat aż po błota poleskie.

Wiemy jednak, że wojna trzebiła nie tylko ten młody, nieznany nam bliżej, zagajnik literatury. Wdarła się ona także i do starszego jej lasu i obaliła tam bujne drzewo męskiej, dojrzałej twórczości Jerzego Żuławskiego.

Tragiczny zgon poety, zmarłego w sierpniu 1915 roku, w austriackim szpitalu dla tyfoidalnych w Dębicy, w Galicji Zachodniej, szerokim rozniósł się echem i przygnębiające wywarł wrażenie wśród wszystkich, którzy znali jego bujną, pełną ochoty do życia naturę.

Mimo woli wyrywały się wówczas na usta słowa Juliusza:

„Gdyby przynajmniej przy rycerskiej śpiewce

Karabin jemu pod głowę żołnierski,

Gdyby miecz w sercu lub zabójcza kula!

Lecz nie! — szpitalne łoże i koszula...”1