W tym „łożu szpitalnym” tkwi bodaj największa tragedia życia i śmierci Żuławskiego.

Nie wchodzimy tu w ocenę jego działalności, jako uczestnika Legionów galicyjskich. Wystarcza nam fakt, że pragnął, „jak dziad i ojciec”, dać krew ojczyźnie. Tak przynajmniej pisał w porywie szczerego i głębokiego uczucia w pożegnalnym wierszu do swoich synów. Los zrządził, że dał tylko — im i ojczyźnie — przedwczesną śmierć i żałobę.

W poezji polskiej wieku XX ma Żuławski swoją własną kartę. Zaczął pisać młodo, jeszcze jako student uniwersytetu berneńskiego w Szwajcarii, gdzie u podnóża Alp, zapatrzony w ich śnieżne szczyty, zdobywał doktorat filozoficzny, przykładając się szczególnie do studiów nad Spinozą.

Spinoza też wywarł na niego niewątpliwy i głęboki wpływ. Od niego przejął ów „eudajmonizm etyczny”, który tak doskonale harmonizował z jego naturą, żądną pełni życia i szczęścia. Cała późniejsza filozofia Żuławskiego, na której podstawach ukształtował się jego stosunek do najżywotniejszych osobistych i ogólnych zagadnień, łączy się niemal bezpośrednio z pojęciem Spinozy o potędze ducha, która prowadzi do wolności, przez wolność do cnoty, a przez cnotę, jako wynik wolności, do szczęścia.

Ideałem jego, podobnie jak ideałem Spinozy, był „człowiek zdrowy, wesoły, swobodny, szczęśliwy, wrażliwy, choć niczego się nie bojący, poddany cały-rządom rozumu i gorącą miłością Boga rozpalony”.

Kiedy w pracy swojej o Spinozie (Przed zwierciadłem prawdy str. 187 i nast.) mówi: „Pogoda, spokój, siła — to trzy błogosławieństwa, które Spinoza światu niesie; nad ideałem jego, nad ludzkością, którą sobie wymarzył, pali się jedna ogromna miłość. do Boga, która jest miłością wszechświata i miłością życia” — mówi to, jakby o sobie i od siebie.

W tych określeniach jest też klucz do zrozumienia całej jego indywidualności.

„Miłość wszechświata i miłość życia” stanowiły treść jego duszy, a co za tym idzie, przejęty również od Spinozy dynamiczny panteizm2, według którego jedyną substancją, jedynym bezwarunkowym bytem jest nieskończona i identyczna w sobie energia, a świat jest tylko jej objawem — stanowił oś zasadniczą jego myśli badawczej, chciwej poznania, nie zasypiającej nigdy, nawet na różach poezji.

Stąd w sztuce jego łączą się dwa, pozornie zwalczające się nawzajem, pierwiastki — czysty, na wskroś artystyczny pierwiastek marzenia z pierwiastkiem intelektualnym, który przy pomocy określonych, pilnie przestrzeganych dyscyplin umysłowych trzymał na wodzy to, co pospolicie nazywamy „natchnieniem poetyckim”. W „natchnieniu”, które wybucha gejzerami z podświadomych pokładów duszy ludzkiej, Żuławski nie tworzył nigdy. Jego sztuka była świadomemu dążeniem i świadomą pracą człowieka o kulturze rozległej. i wysokiej, wypowiadającego kunsztownie istotę swoich przeżyć i niemniej kunsztownie ścigającego swoją tęsknotę, która go unosiła „ponad życie’

Zbliża go to raczej do typu literata w znaczeniu zachodnioeuropejskim, niż do typu poety, jaki przekazała nam do dzisiaj jeszcze żywa w Polsce tradycja romantycznego pojmowania sztuki i posłannictwa artysty.