— Musisz.
— Nie. Nie pozwolę, choćbym miał...
— A cóż ty tu masz do pozwalania lub nie? Czyż to nie jest wyłącznie moja sprawa?
— Dziecko jest moje.
— W istocie tak, ale ostatecznie jaki masz na to dowód? Równie dobrze mogłoby być kogo innego, a zawsze należeć do mnie i dlatego ja tylko mam tu prawo rozstrzygać...
— Zosik, pomówmy spokojnie. Przecież to wszystko nie ma sensu. Zastanów się... Wiem, że to dla ciebie trud i kłopot. Nie chciałaś mieć drugiego dziecka i szanowałem tę twoją wolę. Nie nalegałem nigdy. Ale dziś, kiedy szczęśliwy... czy nieszczęśliwy dla ciebie przypadek tak zrządził...
— Więc ja mam podlegać przypadkowi? Po co? Na co? Dlaczego? Ani myślę! Będzie tak, jak powiedziałam.
— Zbrodnia!
— Głupi wymysł! Tragiczny frazes z lichej komedii! Przecież to nawet żywe jeszcze nie jest...
— Nie mów tak. To po prostu okropne.