— Tak, ale...
— Zresztą nie ma o czym mówić — przerwała mu. — Zgodziłeś się już i rzecz jest postanowiona.
— Zapewne, ale ja ciągle jeszcze przypuszczam, że się rozmyślisz.
— Nie łudź się co do tego.
— Zośka, a czy tobie nie przychodziło na myśl, że to jest moje dziecko? Moje?
Potrząsnęła głową powoli i stanowczo.
— Nie. O tym nie myślę wcale.
— Dlaczego? Dlaczego?
— Ach, Boże... Udział mężczyzny jest taki śmieszny i nic nieznaczący.
Nachylił się ku niej, panując nad sobą całym wysiłkiem woli.