Powiedział już wszystko, co sobie był ułożył i zamilkł nieco zakłopotany, że nie ma już nic więcej do powiedzenia. Pani Zośka nie odpowiadała. Zaniepokoiło go to. Podszedł ku niej — usiadła była bowiem na sofce — i zacierając ręce rzekł z nieszczerym uśmiechem:

— Cóż? Rada jesteś...

Spojrzała nań z roztargnieniem.

— Tak, tak. Dziękuję ci.

— Więc zaraz jutro idziemy.

— Nie. Już nie potrzeba.

Uderzyło go niedobre przeczucie. Czuł, że blednie.

— Jak to?

— Nie wiedziałam, czy się uda, więc robiłam starania na własną rękę.

— Sama!?