— Przez Bergerową.

— A tej małpie co do tego?! — wykrzyknął zgoła nieoględnie.

— Jak to: co jej do tego? Prosiłam ją. Tak samo jak ciebie.

— Tak, tak, masz rację — rzekł, starając się opanować. — I cóż ?

— Rzecz nie przedstawia zgoła żadnych trudności. Znalazła lekarza... Butrym uczuł, że dłoń jakaś niewidzialna ściska go nagle za gardło.

— Zapewne jakiegoś konowała — wykrztusił — truciciela bez sumienia i czci, który ci może zdrowie zrujnować na całe życie.

— Przeciwnie. Jest to nader wzięty specjalista, przy tym człowiek młody, przystojny i bardzo miły. Na jej prośby podjął się rzecz załatwić i zrobi to otwarcie, bez niepokojących tajemnic, przez konsylium...

— Któż to taki?

— Doktór Podkiecki.

— Doktór Podkiecki — powtórzył Butrym głucho.