— Dość późno ją pan wyjawia.
— Mniejsza. Otóż niech się pani uda dziś, zaraz, do doktora Podkieckiego, czy jak mu tam, i powie mu, wytłumaczy, przedstawi, że trzeba koniecznie, aby udał, że się zgadza, a tymczasem użył wszelkich środków dla wybicia Zośce z głowy tego planu...
Pani Wanda zerwała się oburzona.
— A dajcież mi pokój nareszcie i nie mieszajcie mnie do tych wszystkich głupich historii! Czysty dom wariatów. Nie, profesorze kochany, ja tego zrobić nie mogę.
— Ależ dlaczego? Dlaczego?
— Dziwię się, że pan jeszcze pyta. Naprzód dlatego, że się brzydzę wszelkimi intrygami i wdawać się w nie nie myślę. Następnie taki krok byłby z mojej strony ohydną zdradą wobec Zośki, która mi zaufała. A wreszcie, niechże pan sobie wyobrazi, co by doktór Podkiecki o mnie pomyślał! Wczoraj go proszę o to, a dziś... Nie! Nie mogę przecież robić błazna ze siebie. Niech sobie pan sam z nim rozmawia, jeśli pan sądzi, że ta droga jest... uczciwa.
— Nie mam innej.
Bergerowa ruszyła ramionami.
— Trudno.
— Czy pani zechce dać mi jego adres?