— Moje złoto, może się zechcesz teraz ty ukąpać?
Butrym zaprzeczył ruchem głowy. Nie chciało mu się po prostu wstawać z wygodnego fotela i ściągać ze siebie ubrania.
Krasołucki usiadł tak, jak był, w fotelu, naprzeciw niego i mieszając łyżeczką przyniesioną herbatę, począł rozprawiać.
— Męczy mnie to wszystko — mówił — zwłaszcza że wróciwszy nad ranem spać już nie mogę. Ale ostatecznie znowu się jakoś dzień przepchało.
— I noc, dodaj.
— Słuszna uwaga. Noc także. Czy ty uważałeś, jak Tourbillonka tańczy? Skąd ona tyle sił żywotnych bierze? Ciekaw jestem, co ona jest właściwie: Cyganka, Węgierka, czy też Żydówka?
— A tej drugiej czy nie znasz? Tej... Mary? — wtrącił Butrym.
— A licho tam z nią! Obrzydliwa małpa, do kiepskiej kobyły z tą długą twarzą podobna.
— Rozmawiałem z nią. Właściwie jej los jest zupełnie tragiczny.
Lekarz ruszył ramionami.