— Tak. Trzeba ich zawiadomić — odezwał się nagle Mataret po pewnym czasie.

— Kogo?

Nie odpowiedział. Uśmiechnął się tylko zwykłym swoim uśmiechem i wyciągnął dłoń ku Jeretowi.

— Nie o Zwycięzcę mi chodzi. To mniejsza. Może nawet nie o lud... Nie wiem sam o co. Zbieraj posiłki i trzymajcie się, dopóki będzie można. Ja zrobię swoje.

Zwrócił się ku odejściu i wydał lekki okrzyk. Pod rzeźbionym narożnikiem stała w cieniu Ihezal. Zauważywszy, że ją spostrzeżono, postąpiła szybko naprzód. Minęła Matareta i szła wprost ku Jeretowi.

— Jeret! — zawołała, składając ręce błagalnym ruchem — Jeret! weźcie mnie z sobą!

— Słyszałaś wszystko?!

Przyświadczyła niemym skinieniem głowy.

Jeret zmarszczył brwi i poruszył niespokojnie dłonią. Spojrzał na Matareta, jakby jego obecność powstrzymywała go od odpowiedzi.

— Weź mnie! — powtórzyła — ja chcę do Zwycięzcy!