— Panie — rzekła — ty się nie gniewaj... Tutaj dziewczęta zawsze tak chodzą po domu... Idąc do ciebie zapomniałam, że w domu swoim już nie jestem... To nie przez brak szacunku...

Zgarniała wciąż jeszcze fałdy sukni, choć szczelnie już nimi była zakryta, patrząc z lękiem w twarz Zwycięzcy...

A on poruszył ustami, jakby chciał coś powiedzieć, ale po chwili dopiero ozwał się tonem na pozór obojętnym, który jednak jemu samemu fałszywie zabrzmiał w uchu:

— I czy tak... widują cię... widują was wszyscy?

Ihezal nagle zrozumiała. Rozkoszny, obezwładniający dreszcz przebiegł jej drobne ciało, dłonie zaciśnięte około zgarniętych na piersi fałdów rozwarły się, opadając wzdłuż bioder. Patrzyła mu prosto w oczy.

— Odtąd nie będzie mnie widział nikt — rzekła.

Marek wzruszył ramionami.

— To mi wszystko jedno — rzekł niemal opryskliwie, patrząc w inną stronę. — Jeśli tu taki zwyczaj... Ale, ale! co chciałem mówić? A tak. Gdzie jest twój dziadek? Chciałbym go zobaczyć...

Wnuczka arcykapłana spoważniała.

— Poszedł, panie. Mówiłam ci już. Teraz Elem... Ale gdy każesz, szukać go będą wszędzie...