— A! co? co?

Marek tak był zdumionym72 tym niespodziewanym pytaniem czy zarzutem, że zrazu nie umiał znaleźć właściwej odpowiedzi. Mały człowieczek wytłumaczył sobie snadź73 na swoją korzyść to zakłopotanie olbrzyma, gdyż ściągnął brwi i powtórzył surowo:

— Dlaczego lud bałamucisz? Po co te bajki o Ziemi? Nie będę tutaj rozprawiał przed tłumem, ale jeśli chcesz, pójdź ze mną do świątyni i wytłumacz się...

Teraz cała rzecz wydała się Markowi niezmiernie zabawną74. Zaciekawił go ten pewny siebie człowiek.

— Ależ owszem, owszem... Rad będę posłyszeć...

Mówiąc to, pochwycił poważnego malca pod pachę i wszedł z nim do wnętrza.

— A teraz — rzekł, gdy byli już sami — opowiedz mi, mój przyjacielu, jak to ja lud bałamucę?

Mały człowieczek odchrząknął i usiłował przybrać jak najpoważniejszy wyraz twarzy.

— Jestem Roda — rzekł z godnością.

— Bardzo mi przyjemnie.