Byłbym spadł z wysoka, ale tuż obok, na białej chmurce, Matka Boska akurat pranie robiła. Zobaczyła mnie, złapała za kurtkę i wciągnęła na chmurę.

— Oj, dziękuję, Najświętsza Panienko, ocaliłaś mi życie!

— A ty mi się możesz odwdzięczyć, jak mi pomożesz pranie rozwiesić. — uśmiecha się do mnie Matka Boska. — Masz tu sznury, pozaczepiaj je na chmurach i bieliznę powieś.

Tak więc rozwiesiłem prześcieradła, ręczniki, poszewki i co tam jeszcze było.

— No, chłopaczku, a teraz wracaj na ziemię. Jeszcze jesteś za młody do nieba.

Dała mi Najświętsza Panienka ostatni kawałek sznura, to go uwiązałem do niebieskiej bramy, złapałem i zjeżdżam na dół. Ale mi sznura zabrakło, więc musiałem wrócić, od góry obciąć i u dołu przywiązać...

A smok nareszcie złapał sens tej bajki i śmieje się coraz głośniej:

— Obciąć i przywiązać! Ha, ha, ha.. — aż brzuch mu się trzęsie, a ja gadam dalej:

— Jeszcze ze trzy razy tak musiałem sznur od dołu przedłużać, ale nie starczało. Więc jak już blisko było do ziemi, to myślę sobie: zeskoczę!

Jak skoczyłem, to zgrabnie się udało, tylko że w jakieś mokradło wpadłem z głową i nie mogłem się wydostać. Bagno takie, że ani wyjść, ani wypłynąć. No, myślę sobie, żeby tu gdzie kubła czy miski można pożyczyć, to bym tę wodę wyczerpał!