Wędrowcy

Rozdział I

Ten większy pokój, przegrodzony szafą, sprzątało się zawsze na ostatku, a i on był już prawie skończony. Przedświąteczne perfumy myszkowały po całym domu i wciskały się do wszystkich dziurek od nosa, jakie napotkały na swej drodze.

„Nikt nie zna receptury, czyli przepisu na ten zapach! — rozmyślała Agnieszka. — Świerkowe igły, kapusta z grzybami, pasta do podłogi, a reszta? W każdym domu pachnie to inaczej i co roku tak samo”.

Agnieszka klęczała na prastarej pieluszce, pamiętającej jeszcze zamierzchłe czasy jej niemowlęctwa, a teraz zdegradowanej do roli podręcznej ścierki. Pastowała ostatnie centymetry kwadratowe podłogi.

Ach, te grudnie, jak głębokie studnie,

Coraz ciemniej,

Coraz chłodniej,

Coraz nudniej.

Ale w dali jakiś blask, jakiś połysk...