Mrok się wyciąga wciąż dłużej i dłużej,
Zima nadjeżdża na brudnej chmurze,
Ale grudzień jest zawsze wesoły!
Zaśpiewała nagle, zupełnie nieoczekiwanie. Piosenka wyskoczyła jej z głowy sama, jakby siedziała tam już od dawna gotowa i czekała, aż się ją wypuści na swobodę.
— Antek! Antek! Słyszałeś? Ułożyłam niechcący wiersz! — zawołała Agnieszka w stronę szafy.
— Mmm — dobiegło zza szafy i znów zaległa cisza.
— Antek! Nie mukaj! Wyłaź, bo ja już i tak kończę! Teraz twoja kolej.
— Mmm... zaraz — zamruczał Antek zza swojej szafy, co było widomym znakiem, że pogrążony jest w jakichś sprawach, które trzymają go w szponach i w kajdanach i nie wypuszczą za nic.
— Antek, do licha, przestaniesz ty czytać czy nie?
— Za chwilę... — zamamrotało znowu za szafą.