— Domyślam się... — powiedział Antek. — To ty i te twoje koleżanki, co przychodzą... Ten wasz Związek... i te mapy, i książki... to właśnie po to? A ja myślałem, że to takie dziewczyńskie podlizywadła... że wy chcecie tylko piątki zbierać, no wiesz!

Zamilkli wszyscy i tylko słychać było, jak Antek skrobie się w głowę skorupą od orzecha.

— A ja bym się tobie nie przydał? — spytał wreszcie nieśmiało i prosząco.

— No pewnie, że się przydasz! Nawet i te twoje fruwadła, w ostateczności też się dla nich znajdzie jakieś zastosowanie! — powiedziała Agnieszka.

— Ojej! — westchnęła babcia po raz drugi. — Jakie wy, dzieci, jesteście teraz mądre! Czuję, jak i ja robię się przy was coraz mądrzejsza. I przypomniało mi się coś, co mówił pewien niemodny dzisiaj filozof! Że wspólnym wysiłkiem bardzo wielu milionów ludzi można ten świat odrobinkę zmieniać na lepsze! A masz jeszcze, Antosiu, jakieś wynalazki na tej swojej liście?

— Właśnie, że już więcej nie zdążyłem... bo Aga kazała mi froterować podłogę przed świętami...

— Jejku! — przerwała mu Agnieszka, patrząc ze zgrozą na zegarek. — Przecież my musimy do domu!

— Jak to? Zostajecie przecież u mnie na noc. Tak samo jak w zeszłym roku! Wszystko było uzgodnione z waszymi rodzicami! Ja już wam tu, o, przygotowałam spanie.

Babcia odsunęła kotarę i pokazała ukryty we wnęce przestronny tapczan.

— A ja na amerykance, o tu, bo już więcej miejsca nie mam.