Antek z Agnieszką znowu wymienili zdumione spojrzenia.

— No, jeśli uzgodnione...

— Oczywiście! — stwierdziła babcia stanowczo. — Zresztą, jak teraz dotrzecie do domu? Już późno, żadna komunikacja nie kursuje. Nie wzięliście swoich piżam? To nic, pożyczę wam nocne koszule. Mam ich spory zapas!

Było w tym sporo racji. Jeśli zabłądzili za dnia, tym bardziej nie odnajdą drogi po ciemku. Łatwiej już jutro rano... Nie chciało im się stąd ruszać, wcale a wcale. Tylko że z drugiej strony...

Nagle spojrzenie Antka natknęło się na telefoniczny aparat, stojący na stoliku przy oknie.

— Patrz — powiedział i wskazał go wzrokiem siostrze.

— A czy możemy zadzwonić do domu?

— No pewnie, że dzwońcie. A pozdrówcie rodziców ode mnie — oświadczyła babcia i zaczęła zbierać ze stołu talerzyki i szklanki.

Antek podskoczył czym prędzej do słuchawki i przyłożywszy ją do ucha, wykręcił domowy numer.

To, co usłyszał, wprawiło go w najwyższe zdumienie. W słuchawce nie było sygnału, tylko od razu odpowiedział mu jakiś monotonny, nieznajomy, męski głos: