Antek usiadł na posłaniu, drapiąc się w głowę.
— Cześć — powiedziała do niego. — Bardzo ci znakomicie w tej koszuli w różyczki. Wyglądasz jak grzeczna dziewczynka.
— Znów mi — odezwał się Antek z wyrzutem — znów mi przeszkadzasz myśleć.
— A wymyśliłeś coś na nasz temat?
— Właśnie wymyśliłem... że albo jesteśmy w jakiejś bajce... — przecież przyznasz, że ta babcia jest dosyć bajkowata!
— Hm — odparła Aga — jak na bajkę to wszystko jest zbyt prawdziwe, a jak na prawdę — zanadto bajkowe...
— To w takim razie coś nas porwało! Kosmici! — oświadczył z przekonaniem Antek.
— Słuchaj! — powiedziała Agnieszka. — A może po prostu znaleźliśmy się nagle w innym mieście? Może wsiedliśmy w jakiś międzymiastowy tramwaj i to on nas tutaj przywiózł? Musimy się jakoś dostać do domu, bo rodzice na pewno się zamartwiają!
— A mnie się zdaje, że oni wszystko wiedzą o nas, że ktoś ich zawiadomił. Z tego kosmosu.
— Uspokój się, przecież nie jesteśmy w żadnym kosmosie! Nie poznajesz naszego miasta? Przecież od razu widać, że jesteśmy u nas!