— W każdym razie — powiedział natchnionym głosem Antek. — Jesteśmy we władzy jakichś niezidentyfikowanych sił. Należy przystosować się do okoliczności i bacznie obserwować otoczenie.

— Oj, ty przemądrzalcu! Gdzieś to znowu wyczytał?

— W „Młodym Techniku”, w jednym takim opowiadaniu — wytłumaczył skromnie Antek.

— Dzieci! Obudziłyście się? — zapytała babcia zza kotary. — Wstawajcie na śniadanie, bo niedługo chyba musicie już iść!

Zeskoczyli z posłania, plącząc się w długich, flanelowych koszulach, i pobiegli się umyć i ubrać.

Po śniadaniu babcia pożegnała ich, machając ręką z okienka.

— A przyjdźcie w przyszłym roku! Albo nawet i wcześniej! Odwiedźcie mnie jeszcze!

— No i co teraz? — zastanawiała się Agnieszka, gdy już wyszli z bramy.

— Ruszamy przed siebie! Ja mam jakieś przeczucie, że to samo licho, które nas tutaj przyniosło, doprowadzi nas do domu we właściwym czasie!

Powędrowali więc ulicami, rozglądając się uważnie dookoła, żeby nie przegapić żadnego śladu, który mógłby naprowadzić ich na właściwą drogę.