— Nie, pan Ptasznik powiedział, że jemu nic nie potrzeba. On będzie głodny dopiero za kilka dni.

Nakarmili jeszcze psa, według przepisu — mlekiem i słodkim twarożkiem. Obdzielili ptaki, chomika i żółwie plasterkami jabłka oraz sałatą i właśnie zaczęli chować z powrotem do szafy wszystkie jedzenia, gdy znów zadzwonił telefon.

— Dzieci, jesteście wspaniałe! — oświadczył pan Ptasznik po wysłuchaniu całej ich relacji. — Kiedy skończycie, zamknijcie sklep i powieście Marysi klucze z powrotem na szyi. Ona przyniesie je do mnie. Tylko jeszcze jedno...

— Proszę pana, a co będzie z psem? Jego chyba trzeba wyprowadzić, a poza tym czy on może na tak długo sam tu zostać?

— Właśnie — powiedział pan Ptasznik. — Właśnie. To jest mój następny kłopot. Teraz, kiedy już nakarmiliście zwierzęta, poczekają one sobie spokojnie do pojutrza, do powrotu mego pomocnika. Wszystkie — z wyjątkiem psa. On nie wytrzyma przez dwa dni bez jedzenia i w zamknięciu.

— To co z nim mamy zrobić? — spytała Agnieszka rzeczowo.

— Gdybyście mogli jeszcze i w tej sprawie mi pomóc! Widzę tylko jedno wyjście. Otóż ten pies już jest kupiony i zapłacony. Miał być odebrany zaraz po świętach. Sięgnij, Agnieszko, pod ladę. Tam znajdziesz mały kluczyk wiszący na sznurku. Otwórz nim małą szufladkę, tam trzymam zawsze bilon, drobne pieniądze. Weźcie sto złotych, złapcie taksówkę i zawieźcie małego pod adres, który zaraz podam. Do nowych właścicieli. Wytłumaczcie, co i jak, niech go przyjmą te dwa dni wcześniej. Potem będziecie już wolni.

— Dobrze — powiedziała Agnieszka. — To my tak zrobimy.

— Za drzwiami na wieszaku znajdziecie jego szelki i smycz. Jest bardzo nieposłuszny, ale to jeszcze głuptas, więc na pewno dacie sobie z nim radę. I jeszcze raz wam dziękuję!

Wzięli psiaka na smycz. Zamknęli drzwi, założyli sztabę. Pożegnali Marysię, mówiąc jej, że jest barrrdzo mądra i dobrra. Papuga przymknęła z rozkoszą oczka.