Kierowca spojrzał na nich z niedowierzaniem, ale otworzył drzwi i zaprosił gestem do środka.

Rozdział VI

Antek otworzył jedno oko i natychmiast je zamknął, bo jakaś przeokropna jasność ukłuła go pod powieką.

„Co to jest? Co się dzieje, i skąd ja się tu w ogóle wziąłem? A przede wszystkim, gdzie jestem?” — pomyślał.

Nie otwierając na razie oczu, postanowił zorientować się w sytuacji za pomocą innych zmysłów. Leżał, zwinięty w kłębek, na jakiejś niewielkiej ławeczce czy kanapie, przykryty czymś ciężkim i szorstkim. Czuł drżenie ławeczki i słyszał warkot motoru, a więc musiał gdzieś jechać. Gdzie? Dokąd i skąd?

Pomału przypomniał sobie, że wcale nie jest w domu, tylko na tajemniczej wędrówce.

„To pewnie ci kosmici porwali nas już na dobre i wiozą po jakiejś galaktyce, dlatego jest tak biało! A może miałem jakąś kraksę samochodową i teraz wiezie mnie karetka pogotowia?” — przestraszył się.

Ale kiedy poruszył wszystkimi częściami ciała, okazało się, że wszystko jest na swoim miejscu i że nic go nie boli. Przysłonił ręką oczy i zaczął je powoli otwierać. Kierując wzrok w miejsca najmniej jaskrawe, zaczął rozglądać się dookoła. Trafił spojrzeniem w szczelinę między oparciem a siedzeniem. Przez tę szparę zobaczył następną ławkę za sobą, a na tej ławce skuloną jeszcze bardziej niż on Agnieszkę, posapującą przez sen pod grubym kocem.

„No, dobrze chociaż, że Aga jest!” — pomyślał i przesunął ręką przez szparę, aby szturchnąć siostrę.

Teraz już oswoił się trochę z blaskiem, usiadł i zaczął się rozglądać spod przymrużonych powiek.