— Mikołaja! — krzyknął Antek.

— Może coś pomożemy? — zaofiarowała się Agnieszka.

— Broń Boże, a kysz! Uciekajcie stąd zaraz! — zatrzepotała się mama, wpadając do kuchni jeszcze w berecie na głowie i zasłaniając własnym ciałem stos leżących na stole paczek.

Tata, zdenerwowany, kichnął głośno, zanurzył rękę w kieszeni, wyciągnął z niej kłąb wąziutkich, kolorowych wstążeczek i już miał wytrzeć w nie nos.

— Stop! Hamulec! Wsteczny bieg! — krzyknęła wówczas cała rodzina.

Tata przyjrzał się wstążeczkom z zainteresowaniem.

— Aha... — powiedział. — Przypominam sobie nawet, skąd je mam... Przecież właśnie postanowiłem zapuścić sobie warkoczyki...

— Cha, cha! Nie bujaj nas! Dobrze wiemy, po co te wstążeczki!

— Hurra, niech żyją prezenty!

— Najlepiej od razu zrobić wręczenie!