na stu pagórkach falistej przestrzeni

pasą się w dzwonków rozdzwonieniu owce.

Rozważnie, wolno idą trzody w rzędzie,

nad przepaściami przez zbooza urwiste —

schron przyładzony dla wszystkich i wszędzie:

w sto grot się sklepią ściany gór skaliste.

Pan je tam strzeże; nimfy wód ochocze

rzeźwiący chłodem zamieszkują parów —

drzewa z tęsknotą w błękitne przeźrocze

prężą ramiona rozchwianych konarów.