u zatrzaśniętych stoi bram.

Jak strumień burzą rozszalały

rwałem przez góry, bory, skały

w przepaści straszne dno;

ona w ufności bożej stała

na wonnej hali cicha, biała,

niebieskie za nią tło.

Mały jej świat w tych ścianach chaty,

lecz jakże wdziękiem przebogaty,

a ja skradałem się jak wróg.