I wysypał na papier co było na dnie tytuniu.
Więc dziękował mu sędzia, a on swój knaster105 wychwalał.
Ale pleban go naglił. «Wracajmy, rzekł, bo tam Herman
Niecierpliwie nas czeka, spragniony wieści pomyślnej».
I zdążyli pod lipy przy zdroju, kędy młodzieniec
Stał o powóz oparły. Ogniste konie parskały.
Grzebiąc ziemię kopytem; a Herman patrzył przed siebie
I w zadumie nic widział przyjaciół, aż się zbliżyli,
Czyniąc znaki radosne, ochoczo a głośno wołając.
Gdy podeszli, ksiądz pleban pochwycił młodziana za rękę